W dekadzie 2015–2024 ludność straciło 89% polskich miast. Nie kilka, nie kilkanaście procent — dziewięć na dziesięć. Rośnie garść ośrodków, i to głównie te największe; reszta kurczy się w tempie, które w niektórych przypadkach oznacza utratę jednej piątej mieszkańców w ciągu dwóch dekad.

Poniżej konkretne liczby, mechanizmy i prognozy — z rozróżnieniem, które ubytki są realną depopulacją, a które tylko przesunięciem na drugą stronę granicy administracyjnej.

Kto traci najwięcej

Liczbowo, w latach 2015–2024

# Miasto 2015 2024 Ubytek Zmiana
1 Łódź 706 004 645 693 −60 311 −8,5%
2 Bydgoszcz 357 652 324 043 −33 609 −9,4%
3 Częstochowa 230 123 203 615 −26 508 −11,5%
4 Bytom 172 306 146 290 −26 016 −15,1%
5 Zabrze 177 188 152 461 −24 727 −14,0%
6 Sosnowiec 209 274 184 988 −24 286 −11,6%
7 Radom 217 201 193 777 −23 424 −10,8%
8 Katowice 301 834 278 885 −22 949 −7,6%
9 Szczecin 407 180 386 706 −20 474 −5,0%
10 Kielce 198 857 180 537 −18 320 −9,2%

Sześć z dziesięciu pozycji na tej liście to miasta województwa śląskiego albo bezpośrednio z nim graniczące. Konurbacja górnośląska jest największym obszarem depopulacji w Polsce.

Łódź, czyli skala, którą trudno sobie wyobrazić

Łódź zasługuje na osobny akapit, bo to przypadek bez odpowiednika w Europie Środkowej.

Rok Mieszkańcy
2002 785 134
2015 706 004
2023 655 279
2024 645 693
2025 639 890

Od 2002 roku Łódź straciła ponad 145 tysięcy mieszkańców — mniej więcej tyle, ile liczy dziś cały Bytom (około 145 tysięcy). To spadek o 18,5% w nieco ponad dwie dekady. W ostatnich latach tempo wynosi około szesnastu osób dziennie.

Powód jest jednoznaczny: Łódź była miastem jednofunkcyjnym, zbudowanym wokół przemysłu włókienniczego, który po 1990 roku przestał istnieć niemal w całości. Miasto zostało z infrastrukturą i zasobem mieszkaniowym zaprojektowanym dla ośmiuset tysięcy ludzi i bez branży, która ich tam sprowadziła.

Procentowo — rekordy należą do małych miast

Ranking procentowy w latach 2015–2024 wygląda zupełnie inaczej: Stopnica −24,7%, Hel −24,5%, Kleszczele −22,3%, Łeba −21,3%, Duszniki-Zdrój −19,2%, Frombork −18,9%.

Wzór jest wyraźny — małe miasta nadmorskie i uzdrowiskowe. I tu warto zachować ostrożność w interpretacji: w Helu, Łebie czy Szklarskiej Porębie znaczna część spadku to nie wyjazd ludzi, ale zamiana mieszkań na apartamenty wakacyjne i wymeldowania. Statystyka pokazuje mniej zameldowanych, nie mniej obecnych.

W dłuższej perspektywie

Porównanie spisów z 1988 i 2021 roku daje najostrzejszy obraz: Wałbrzych −30%, Bytom −29%, Sopot −27%, Katowice −24%, Łódź −22%. Sopot idzie w tym tempie dalej — licząc do 2025 roku, spadek przekracza już jedną trzecią stanu z 1988.

Wałbrzych jest tu przypadkiem szczególnym. Z około 119 tysięcy mieszkańców w 2010 roku spadł do niecałych 99 tysięcy w 2024 — blisko dwadzieścia dziewięć tysięcy osób w piętnaście lat. Prognoza GUS przewiduje dla niego niespełna sześćdziesiąt tysięcy w 2060 roku, czyli spadek o ponad 40% wobec stanu z 2023. To najsilniejsza prognozowana depopulacja na Dolnym Śląsku.

Podobnie Konin: ze szczytu przekraczającego 83 tysiące w 2000 roku do niecałych 67 tysięcy w 2024, z prognozą około 45 600 na 2050 rok. I Przemyśl, który w 2025 roku po raz pierwszy od kilku dekad spadł poniżej 55 tysięcy mieszkańców — od 2002 roku stracił 19%.

Kto rośnie

Tu jest zaskoczenie: spośród osiemnastu miast wojewódzkich w 2025 roku rosły tylko cztery.

Miasto 2024 2025 Zmiana
Kraków 809 168 816 614 +7 446
Warszawa 1 863 845 1 866 729 +2 884
Rzeszów 198 317 199 436 +1 119
Gdańsk 488 651 489 328 +677
Wrocław 672 882 672 601 −281
Zielona Góra 138 869 138 476 −393
Poznań 536 151 534 239 −1 912
Łódź 645 693 639 890 −5 803

Kraków przyrósł więcej niż pozostałe trzy rosnące miasta razem. Wrocław i Zielona Góra, przez lata podawane jako przykłady miast rosnących, w 2025 roku zanotowały niewielki spadek. Najgorszy wynik procentowo wśród stolic miał Gorzów Wielkopolski (−0,99%), zaraz za nim Kielce (−0,94%).

Rzeszów jest wyjątkiem z innego powodu: wzrósł o 23% w niespełna dwadzieścia pięć lat, ale w znacznej części dzięki przyłączaniu okolicznych terenów. Jest jednym z niewielu dużych polskich miast, które po 1989 roku systematycznie powiększa granice — reszta ich nie rusza, co ma bezpośredni związek ze statystyką urbanizacji.

Gdzie ludzie naprawdę się przenoszą

Miasta tracą, ale ich okolice rosną — i to szybko.

Wśród trzydziestu najszybciej rosnących gmin w Polsce w latach 2002–2021 wszystkie były gminami podmiejskimi. Rekordzistą jest Dopiewo pod Poznaniem z przyrostem 197%. Powiat piaseczyński wzrósł o 116% w latach 1988–2021, powiat poznański o 96%, wrocławski o 95%.

Prognoza GUS do 2040 roku wskazuje jako najszybciej rosnące Kosakowo (+42,5%) i Żukowo (+41,2%) — obie w obszarze Trójmiasta.

To dlatego statystyki miast i statystyki aglomeracji mówią dwie różne rzeczy. Poznań traci mieszkańców, a aglomeracja poznańska rośnie. Warszawa rośnie umiarkowanie, a jej obwarzanek rośnie gwałtownie — i to gminy z tego obwarzanka są dziś najgęściej zaludnionymi miastami w Polsce, wyprzedzając samą Warszawę.

Dwie statystyki, dwa różne obrazy

To rozróżnienie warto znać, bo bez niego dane wydają się sprzeczne.

Dane bilansowe GUS liczą osoby zameldowane. Według nich Warszawa ma 1,87 mln mieszkańców, Kraków 817 tysięcy, Łódź 640 tysięcy.

Eksperymentalne szacunki „śladów życia" liczą osoby z numerem PESEL wykazujące aktywność w rejestrach administracyjnych — czyli faktyczną obecność. Według nich Warszawa ma ponad 2,07 mln, Kraków blisko 897 tysięcy, Wrocław prawie 788 tysięcy, a Łódź około 690 tysięcy.

Różnica dla Warszawy to ponad dwieście tysięcy osób. GUS wprost zastrzega, że drugie opracowanie jest eksperymentalne i nie stanowi oficjalnej statystyki. Nie należy mieszać obu szeregów — a robi to spora część publikacji w internecie, produkując rankingi, w których jedno miasto liczone jest jedną metodą, a drugie inną. Tę samą pułapkę opisaliśmy przy rankingu największych miast Polski.

Wniosek praktyczny: w dużych miastach realnie mieszka więcej ludzi, niż mówią oficjalne dane, a część „wyludniania" największych ośrodków to kwestia meldunków, nie obecności. W miastach poprzemysłowych jak Bytom czy Wałbrzych oba szeregi pokazują jednak spadek.

Prognozy do 2060 roku

GUS przewiduje, że ludność Polski spadnie do 30,4–30,9 mln w 2060 roku — w zależności od publikacji. To ubytek rzędu siedmiu milionów osób wobec stanu obecnego.

Ścieżka wygląda następująco: 37,7 mln w 2025 roku → 35,3 mln w 2040 → około 30,9 mln w 2060.

Skala regionalna:

  • Największe straty procentowo: świętokrzyskie −30,6%, dalej lubelskie, opolskie, warmińsko-mazurskie i łódzkie (25–30%)
  • Największe straty liczbowo: śląskie około −1,0 mln, łódzkie −560 tys., lubelskie −505 tys.
  • Najmniejsze straty: pomorskie i mazowieckie, około −7%. Obszar metropolitalny Warszawy ma rosnąć

Ludność ma zmaleć w 91% powiatów do 2040 roku i w 93% do 2060. Liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie z 21,7 mln do 15,0 mln.

Wśród miast najbardziej mają stracić Łódź (ponad −200 tys. do 2060), Poznań i Bydgoszcz (po ponad −100 tys.).

Konsekwencją, o której mówi się rzadziej, jest sytuacja gmin: raport Banku Gospodarstwa Krajowego z 2026 roku wskazuje, że do 2060 roku blisko połowa polskich gmin może zejść poniżej pięciu tysięcy mieszkańców. Koszty stałe samorządu nie maleją proporcjonalnie do liczby mieszkańców — więcej o tej stronie problemu w tekście o gminach w Polsce.

Co to zmienia na mapie

Depopulacja nie zmienia mapy administracyjnej — zmienia jej treść.

Liczba miast w Polsce w tym samym czasie rośnie: z 979 w 2023 roku do 1026 w 2026, z zapowiedzianymi 1038 na 2027. Wsie odzyskują prawa miejskie odebrane w XIX wieku, więc miast jest coraz więcej, a mieszkańców miast coraz mniej. Te dwa trendy działają jednocześnie i nie są sprzeczne; rozpisaliśmy to w tekście o liczbie miast.

Na mapie widać natomiast coś innego: kurczenie się miast nie zmniejsza ich powierzchni. Bytom stracił 15% mieszkańców i zajmuje dokładnie tyle samo kilometrów kwadratowych. Dlatego wskaźnik oparty na powierzchni — taki, jakiego używa GuessTheGeo, gdzie wynik liczy się procentem zamalowanej mapy — jest w zasadzie odporny na demografię. Mapa Polski z 2002 roku i z 2026 wygląda niemal identycznie, choć mieszka na niej o milion osób mniej.

Rośnie za to liczba miejscowości, które trzeba znać, żeby tę mapę wypełnić. Wszystkie 1020 miast to dziś zakres większy niż kilka lat temu — pełne zestawienie z rozkładem po województwach i przedziałach wielkości jest na stronie o miastach w Polsce — i wśród nich są miasteczka na trzysta osób, które prawa miejskie odzyskały niedawno.

Najczęstsze pytania

Które polskie miasto wyludnia się najszybciej? Liczbowo Łódź — od 2002 roku straciła ponad 145 tysięcy mieszkańców. Procentowo, wśród większych miast, Bytom (−15,1% w latach 2015–2024) i Wałbrzych (−30% między spisami z 1988 i 2021 roku).

Ile polskich miast traci mieszkańców? W dekadzie 2015–2024 ludność straciło 814 z 913 analizowanych miast, czyli 89%.

Które polskie miasta rosną? W 2025 roku wśród miast wojewódzkich rosły tylko cztery: Kraków (+7446), Warszawa (+2884), Rzeszów (+1119) i Gdańsk (+677). Znacznie szybciej rosną gminy podmiejskie.

Ile mieszkańców będzie miała Polska w 2060 roku? Prognozy GUS wskazują 30,4–30,9 mln, w zależności od publikacji. To ubytek około siedmiu milionów osób wobec stanu obecnego.

Dlaczego dane o ludności miast tak się różnią między źródłami? Bo istnieją dwa szeregi: oficjalne dane bilansowe GUS liczące zameldowanych oraz eksperymentalne szacunki „śladów życia" liczące faktyczną obecność. Dla Warszawy różnica przekracza dwieście tysięcy osób.

Czy Polacy wracają na wieś? Nie. Spadek wskaźnika urbanizacji to głównie suburbanizacja — przenoszenie się do gmin okalających miasta, które administracyjnie są wiejskie, ale funkcjonalnie należą do aglomeracji.